Katastrofa na dworcu

Jarosław Fliciński, „Fliciński dla Warszawy Centralnej”, wizualizacja
Jarosław Fliciński, „Fliciński dla Warszawy Centralnej”, wizualizacja

Katastrofa – oto temat, wokół którego powstał nowy cykl obrazów Jarosława Flicińskiego. Nie żadna konkretna katastrofa, ale katastrofa wyobrażona jako fenomen, zjawisko gwałtownego spiętrzenia, eksplozji, rozbicia, transformacji. Ten cykl to Układy (Arrangements), abstrakcyjne, wielkoformatowe płótna. Ich historia zaczęła się prawie dekadę temu w Marfie w Stanach Zjednoczonych, gdzie Fliciński przebywał w 2002 roku na rezydencji na zaproszenie Chinati Foundation Donalda Judda. Założone przez Judda na teksańskiej pustyni centrum skupia się na dziełach, w których sztuka i otaczająca ją sceneria są ze sobą ściśle związane. Minimalistyczne obiekty Judda znalazły idealną lokalizację wśród pustych hangarów i niczym nieograniczonych pustynnych pejzaży. W tym otoczeniu Fliciński spędził parę miesięcy, tam rozwinął pomysł użycia kształtu gwiazdy. Malowana bezpośrednio na ścianie biała gwiazda na czarnym tle miała średnicę kilku metrów i ostro zakończone ramiona. Ale wtedy i przez długie lata potem dominującym motywem w pracach Flicińskiego pozostawały pasy i elipsy. Pomysł, by wrócić do wzoru gwiazdy, pojawił się dopiero pod koniec 2007 roku w serii Układy. Gwiazda została wirtualnie przeskalowana do potężnych, kilkudziesięciometrowych rozmiarów, a z jej ramion wyprowadzono linie. Wiele takich konstelacji nałożonych na siebie tworzy układ stykających się i krzyżujących form. Płótna ukazują tylko ich wycinek i chociaż gwiazda jest tutaj punktem wyjścia, to jej samej nie widać. Cykl z czasem ewoluował: od kolorów czystych i ostrych, wibrujących, kłujących w oczy w pierwszych Układach, do przybrudzonych, wytartych, wypłowiałych w tych najnowszych, które składają się na wystawę Tego nikt nie wie do końca w BWA Warszawa.

Zestawienie z Juddem może być pomocne, by dobrze zrozumieć głęboki sens tego malarstwa. Judd zmienił kierunek w modernistycznej rzeźbie, konstruując symetryczne prostopadłościany i dążąc do uzyskania maksymalnej prostoty, porządku, ograniczenia elementów niekontrolowanych. Skupiał się na opanowaniu relacji między obiektem a otoczeniem. Tymczasem minimalistyczne abstrakcje Flicińskiego są niczym wirus zaburzający taką harmonię. Pocięte struktury o ostrych brzegach uwypuklają agresywny pierwiastek w jego płótnach. Blisko tej twórczości do anarchistycznej idei podpowiadającej, że najpierw trzeba zburzyć, by dopiero potem zbudować; do potrzeby konstruowania i destruowania jako ciągłej zmiany. Do zainicjowania tej reakcji potrzebna jest energia pozytywnej destrukcji. To katastrofa porządkująca układ na nowo.

Napięcie między modernistycznym porządkiem a wpuszczanym w jego obręb elementem niepokoju, dynamiki widać również w drugim projekcie Flicińskiego pokazywanym równoległe w BWA Warszawa – Fliciński dla Warszawy Centralnej: wizualizacjach zapowiadających malarską interwencję artysty w przestrzeni dworca Warszawa Centralna. Rewitalizowany właśnie po latach zaniedbań klasyczny już niemal budynek polskiego socmodernizmu jest tu traktowany z szacunkiem (projekt respektuje założenia architekta Arseniusza Romanowicza), lecz bez nadmiaru muzealnej troski. Szerokie pasy bieli wprowadzone na słupy między peronami organizują przestrzeń dworcowych podziemi w innej niż dotychczas perspektywie (wszerz, nie wzdłuż) oraz składają się na rodzaj przygotowanej w wielkiej skali wizualnej zabawy-zagadki (gdzie stanąć, jak patrzeć, by praca złożyła się w całość?).

A zatem jak ożywić modernizm, jak naruszyć świat modernistycznego porządku, modernistycznej hierarchii, by nadal pozostać w jego obrębie, ale zarazem uzyskać z tego naruszenia coś dla siebie? Jak sprowokować katastrofę, która nie będzie destrukcją, lecz raczej reinterpretacją zastanej sytuacji? O to chyba idzie Flicińskiemu w najnowszych pracach. Można powiedzieć, że wpadają w nich na siebie nie tylko potężne gwiazdy, ale przede wszystkim dwie mitologie modernistycznej sztuki: mitologia porządku i mitologia nieskrępowanego gestu artysty, który w każdym momencie może (a nawet powinien) dotychczasowy porządek przekraczać, podważać.


Materiały prasowe galerii BWA Warszawa.

www.bwawarszawa.pl